• Wpisów:40
  • Średnio co: 27 dni
  • Ostatni wpis:213 dni temu
  • Licznik odwiedzin:4 960 / 1113 dni
Jesteś niezalogowany. Niektóre wpisy dostępne są tylko dla znajomych.
 
Chciałam, żeby żałował, żeby wrócił na kolanach. Żeby powiedział, że zbłądził, że żałuje... Choć chyba gdzieś tam w głębi mnie wiedziałam, że to się nie wydarzy... Chciałam, żeby ktoś wypełnił te pustkę po nim. Rozpaczliwie szukałam miłości... Której nie znalazłam. Zaczęłam się zastanawiać co jest ze mną nie tak. Zaczęłam myśleć, że nikogo nigdy nie znajdę... Ale zdałam sobie sprawę, że na prawdziwą miłość warto czekać, że nie powinno się rzucać w ramiona każdemu kto tylko przychylnie na mnie spojrzy... Czekam na kogoś na kogo warto czekać, na kogoś kto wypełni pustkę w moim sercu, na kogoś kto pokocha mnie szczerze bez względu na moje wady i błędy. Na mojego własnego Romea, jeśli gdzieś tam jesteś, nie spiesz się. Jestem pewna, że warto na Ciebie poczekać...
 

 
Jak to możliwe, że ktoś na kim tak bardzo mi zależało, możliwe nawet, że ktoś kogo kochałam, tak bardzo mnie zranił? Mówił, że mnie kocha, że mu na mnie zależy. A tymczasem mówił to też jej... Jakim cudem we wszystko mu wierzyłam? Ja? Dziewczyna która wszędzie węszy spisek, która uważa, że cały świat jest przeciwko niej. Dałam mu się oszukać jak jakaś idiotka. Wierzyłam w każde jego słowo. Ciekawe czy jest teraz szczęśliwy, czy ona daje mu to czego ja mu nie potrafiłam dać. Czy ona wie o mnie? Wie, że wyznania które do niej kierował najpierw próbował na mnie? Czy jednak nawet jej o mnie nie wspomniał? Teraz mijając mnie, spuszcza głowę i udaje, że mnie nie widzi. Czy on naprawdę tego nie wspomina? Czy patrząc na mnie nie budzi się w nim stare uczucie? Nie potrafię o nim zapomnieć, chociaż bardzo chce... Myślałam, że to będzie takie łatwe, ale rozstania nigdy nie są proste...Chyba już czas zapomnieć... Minęło pół roku a ja nadal czekam na jeden gest, na jeden uśmiech... Na jedną miłość...
 

 
Nigdy nie pomyślałabym, że on mnie tak zrani. Nawet nie przypuszczałam, że znaczę dla niego tak mało. Jak głupia wierzyłam w każde jego słowo. Wierzyłam, że mnie kocha. Sama go pokochałam. Nie wiem czy to była miłość ale nie było to zwykłe zauroczenie. To było coś więcej... Myślałam, że dla niego to znaczy tyle samo co dla mnie. Myślałam, że będę szczęśliwa. Może to głupie, ale osoba dla mnie bardzo ważna nie żyje. Poprosiłam ją aby dała mi znak czy powinnam się zaangażować. Tej samej nocy przyśnił mi się, jak popycha mnie w jego stronę i szepczę, żebym dała mu szanse. I dałam, zrobiłam to. A co zrobił on? Przestał się odzywać, po prostu. Dowiedziałam się później, że takich jak ja to on miał wiele. A ja naiwna czułam się wyjątkowa. Cały czas mam nadzieję, że on się odezwie napisze, zadzwoni... Głupia, naiwna Marta, dla niego ja nic nie znaczę, jestem kolejną laską do odznaczenia na liście, zwykłym punktem. A dla mnie On jest wyjątkowy... Szkoda, że On nigdy nie poczuje do mnie tego co ja do niego, moglibyśmy być szczęśliwi, czuję to. Moglibyśmy być najmniej idealną parą ale zarazem najbardziej idealną. Zrobiłabym wiele, żeby spojrzał na mnie jeszcze raz... Żeby jeszcze raz to poczuł...
 

 
Jestem szczęśliwa, poszłam do nowej szkoły-liceum to już poważna rzecz (podobno ), strasznie się tego bałam, co jeśli nikt mnie nie polubi? Co jeśli znów będzie tak jak w gimnazjum? Na szczęście tak się nie stało, poznałam fantastyczne dziewczyny, które mnie polubiły po prostu. Za to jaka jestem. Szczerze, przecież nie musiały tego robić. Powoli zaczynam doceniać samą siebie. Wcale nie jestem brzydka, jestem piękna tak jak każda dziewczyna. Jestem zabawna, uwielbiam rozbawiać moje Laseczki <3 Jestem kochana i kocham. Czy istnieje coś piękniejszego? Byłabym Idiotką gdybym tego nie doceniała.
 

 
Czytając książki marzyłam, o tym, żeby i mnie ktoś pokochał. Nie było dla mnie ważne czy On będzie brunetem czy blondynem, czy będzie miał cwaniacki czy słodki uśmiech. Najważniejsze, żeby mnie kochał. Myślałam, że tak jest ale kiedy dowiedziałam się, że to On mnie kocha. Nie byłam zadowolona, nagle zaczęłam mieć wymagania. Ale z czasem odkryłam, że mimo to, że jest przeciwieństwem mojego ideału to On jest tym ideałem. Że będę przy nim szczęśliwa. Nie mogę powiedzieć, że się w nim zakochałam, nie, jeszcze na to za wcześnie ale chyba się w nim zakochuje. Zakochuje się w chłopaku, który ma gdzieś naukę. Zakochuje się w chłopaku który stara się ukrywać to jaki jest wrażliwy. Zakochuje się w chłopaku który nie rozumie moich poglądów. Zakochuje się w chłopaku, który dzwoni do mnie po pijaku. Zakochuje się w moim najlepszym przyjacielu. Zakochuje się w mojej miłości z dzieciństwa. Zakochuje się w moim własnym ideale...
  • awatar koneksjax: Ooo, gratulacje. Może podzielisz się z nami, jaka jeszcze jest Twoja sympatia, jak ma na imię? Miłego dnia.
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (1) ›
 

 
Czy to nadal jestem ja? Gdzie jest ta prawdziwa Marta? Czuje, że straciłam samą siebie. Jutro mam urodziny, może uda mi się wszystko naprawić? Dopiero teraz zdałam sobie sprawę co robiłam przez ostatnie tygodnie. Stałam się zadufaną w sobie dziewczyną która rani każdego byle by inni nie zranili jej. Ale to nie jest prawdziwa Marta, prawdziwą Martę ranią wszyscy a ona an to pozwala bo nie potrafi mówić nie. Do Prawdziwej Marty wszyscy piszą prosząc o rade a ona pomimo tego, że sama potrzebuje rad udziela ich. Bo wie, że inni potrzebują tego bardziej. Marta którą się stałam jest zapatrzoną w siebie egoistką. Postaram się uwolnić starą Martę bo czuje, że ona nadal tu jest. I czuje, że postara się dzisiaj naprawić samą siebie...
 

 
Tak to prawda nienawidzę, właśnie z tego zdałam sobie sprawę. Nienawidzę samej siebie. Nienawidzę siebie za to, że nie potrafię kochać chłopaka który jest wspaniały a na dodatek zakochany we mnie. Nienawidzę siebie za to, że potrafiłam wybaczyć osobie która znowu mnie zraniła, dla której jestem nikim. Nienawidzę siebie za to, że ranie moich najbliższych. Nienawidzę siebie za to, że nie potrafię pomoc samej sobie. Nienawidzę siebie za to, że zniszczyłam swoje marzenia. Nienawidzę siebie za to, że już nie jestem tą uroczą, uśmiechniętą Martą którą każdy tak lubił. Nienawidzę siebie za to, że nie potrafię powiedzieć nikomu prawdy o sobie. Nienawidzę siebie za to, że zawiodłam mojego przyjaciela. Nienawidzę siebie za to, że kiedy wujek był chory ja wierzyłam w to, że wyzdrowieje. W końcu nienawidzę siebie za to, że nigdy nie będę najlepszą córką, nigdy nie będę lepsza od mojego rodzeństwa a tyle bym dała, żeby rodzice byli ze mnie dumni...
  • awatar T R ☹ U B L ∑: Spokojnie, Marto. To nic złego mieć chwilę załamania, bylebyś była pewna, że to naprawdę minie. Po prostu żyj, mała. Podnieś głowę i walcz o swoje cele, swoją wartość ; ) Nieważna jest reszta, Ty masz być z siebie dumna, kochana!!
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (1) ›
 

 
Ile bym dała, żeby się w nim zakochać. Żeby tylko go nie zranić. Ale nie potrafię. Wiem, że On nadal czeka na odpowiedz. Nie umiem mu powiedzieć, że nic do niego nie czuje, że jest dla mnie tylko przyjacielem. Nie mogę z nim być, nie potrafię, nie chce. To nie jest chłopak o którym marze zasypiając, to nie jest to. Z jednej strony wiem, że nie potrafiłabym się w nim zakochać ale z drugiej czuje, że powinnam dać mu szanse bo nie chce stracić tak cudownego przyjaciela. Nienawidzę siebie za to, że go ranie ale inaczej nie potrafię..
 

 
Ile razy słyszałam od mojej "przyjaciółki" Marta przestań. To nie śmieszne. Ogarnij się. Co ty robisz? I zawsze przestawałam, starałam się być taką jaką ona chciała, żebym była. Próbowałam się dopasować niszcząc w sobie siebie samą. Ale teraz jestem sobą. Staje się prawdziwą Martą. Martą która często powie o 3 słowa za dużo, Martą która robi sobie wstyd, Martą której śmiech słychać w całej okolicy. Staje się sobą, prawdziwą sobą. Odnalazłam ludzi którzy mnie za to lubią, którzy akceptują to, że taka jestem. Którzy pozwalają mi taką być. To jedna z najlepszych rzeczy jaka mnie spotkała w życiu. Lubie być sobą
 

 
Kiedy to pisze trzęsą mi się ręce. Dzisiaj jest dzień w którym zła strona we mnie zaczęła wygrywać. Zawsze odrzucałam od siebie te myśl.. Że mogę to zrobić... Ale dzisiaj zdałam sobie sprawę, że nie mam już siły ani motywacji. Kolejne wydarzenia pokazują mi, że nie ma już sensu walczyć, że nikt tego nie chce. Naprawdę czasami mam wrażenie, że byłoby lepiej gdybym nigdy się nie urodziła. Żadnego nie ma ze mnie pożytku. Dobro we mnie walczy ze złem. Ale co jest dobrem a co złem? Sama już nie wiem. Pogubiłam się w swoim życiu. Zgubiłam cel, zgubiłam sens. Poddam się czy wygram? Nie wiem... Czy wystarczy mi sił...
 

 
Chyba dostałam od życia szanse, nareszcie będę mogła udowodnić sobie, że moje marzenie ma sens. Może to głupie ale siedzi we mnie takie marzenie, żeby zostać dziennikarką. Chciałabym prowadzić program pokazujący absurdy tego świata, chciałabym pomagać ludziom. Ale zawsze gdzieś odrzucałam te myśl mówiłam, daj spokój. Wiesz jak trudno dostać się do telewizji? Nie znajdziesz pracy. I tak zbywałam te swoje marzenia. Aż do dziś, istnieje promyczek nadziei, że będę mogła pisać do gazety. Trzymam się tej nadziei. Czyżby w końcu los się do mnie uśmiechnął? Zobaczymy
 

 
W sumie po części pisze ten post dzięki osobom komentującym mojego bloga, często te osoby zarzucają mi, że nie doceniam tego co mam, i w sumie mają racje. Mam wspaniałą rodzinę, cudowną przyjaciółkę (choć nie wiem czy to już jest ten etap), dobrze się uczę, po prostu życie jak w Madrycie. I rzeczywiście nie umiem tego docenić, nie potrafię cieszyć się życiem. Może się usprawiedliwiam ale kiedy byłam w 6 klasie zawalił mi się cały świat. Zawsze nosiłam różowe okulary, świat dla mnie był idealny, właściwie nie wiedziałam co to prawdziwy ból. I wtedy wszystko runęło jak zamek z kart. Śmierć ukochanej osoby, gnębienie w szkole, wyrzuty sumienia i wyobcowanie się ze społeczeństwa po tym było jeszcze gorzej, kolejne wydarzenie które nigdy nie powinny się wydarzyć. Zdaje sobie sprawę, że wielu z Was pomyśli znowu się nad sobą użala, tak to prawda. Ale ja wiele w swoim dość krótkim życiu przeżyłam, może kiedyś o tym napisze, a może nie, nie wiem. Chce żebyście zrozumieli, że nie zawsze taka byłam, że kiedyś cieszyłam się życiem, ale ludzie za bardzo mnie skrzywdzili, i teraz już nie potrafię być taka jak kiedyś...
 

 
Na pewno znacie takie osoby a może sami nimi jesteście które chcą być idealne i najlepsze we wszystkim. Wiem, że to nie jest dobra cecha ale niestety ją posiadam. Zawsze chce być najlepsza. Paradoksalnie nie robię zbyt dużo aby to osiągnąć. Chce żeby wszyscy byli ze mnie dumni. Żeby rodzice mogli się mną chwalić, żeby każdy im zazdrościł. Marzę, żeby pójść do jednego z najlepszych Liceum w okolicy ale nie wiem czy się dostane. Mama jest pewna, że tak będzie a nawet jeśli nie to nic takiego. Ale dla mnie to, że nie dostane się z pierwszej listy albo wcale byłoby ciosem, gwoździem do trumny. Sam fakt, że mogę być pod koniec listy jest dołujący. Chce sama być z siebie dumna i udowodnić sobie, że jestem coś warta, że coś mi się w życiu uda...
  • awatar Jaka jest prawdziwa Marta?: @gość: Przepraszam jeśli w jakiś sposób Cię uraziłam, nie miałam takiego zamiaru. Nie uważam, że druga lista jest gorsza po prostu mam za duże ambicje. A co do mojego samolubstwa nie do końca tak jest :). Jestem osobą osobą z kompleksami która próbuj sobie pokazać, że ma jaką kolwiek wartość. Ale to Twoja opinia którą szanuje, i za którą dziękuję. Pozdrawiam
  • awatar Gość: Nawet nie będę się rozwijać z komentarzem, bo akurat miałem wychodzić, ale... nieważne zresztą. Według mnie to szczyt samolubstwa, jesteś zadumana w sobie. Powinnaś to zmienić. Fakt, że dostaniesz się z drugiej listy, to nie oznacza, że jesteś gorsza. Ciesz się, że się w ogóle dostaniesz... Wybacz, ale stawiacie sobie wszyscy takie wysokie cele, a potem płacz i lament, że się nie udaje. Ja do mojej szkoły dostałem się z tej właśnie drugiej - dla ciebie gorszej listy. Cieszyłem się. Wyluzuj laska, bo strasznie spinasz.
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (2) ›
 

 
Sama sobie zadaje to pytanie. Ale chyba sama boję się przyznać, że w głębi serca znam na nie odpowiedz. Starałam się go kimś zastąpić ale nie umiem. Staram się o nim nie myśleć ale nie umiem. Wracam do tych wspomnień, do momentów kiedy byłam dla niego ważna, do chwil kiedy myślałam, że mnie kocha. I może tak było. Ale ja jak to ja, wszystko popsułam. Popsułam to. A potem miałam do niego pretensje, że nie czekał aż zrozumiem, że go kocham, aż zrozumiem, że jest cudowny. Uwierzcie takich chłopaków jak on już nie ma. A ja to popsułam... Tylko nie wiem dlaczego moje serce nadal ma nadzieje na happy end...
  • awatar Jaka jest prawdziwa Marta?: @gość: Dziękuję za miłe słowa :) Po trochu staram się znowu odbudować zaufanie do ludzi. Miło wiedzieć,że takie sympatyczne osoby czytają mojego bloga ;)
  • awatar Gość: @Jaka jest prawdziwa Marta?: I na pewno kiedyś kogoś znajdziesz. Z pewnością jesteś młodą osobą. Otwórz się na świat, a i on otworzy się na Ciebie.
  • awatar Jaka jest prawdziwa Marta?: @gość: Cały czas czekam na chwilę kiedy poznam kogoś komu będzie na mnie zależeć naprawde. Dziękuję,że zajrzałes/zajrzalas na mojego bloga!
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (4) ›
 

 
Znacie to uczucie kiedy osoby które was nie lubią starają się aby nikt Was nie lubił? Tak znów chodzi o "te dwie" odnoszę wrażenie, że ile razy z kimś rozmawiam one pojawiają się jakby znikąd i nagle mają bardzo pilną sprawę do tej osoby. Albo kiedy odbywają się w klasie o czymś rozmowy to one zachowują się tak, że jasną dają mi do zrozumienia, że nie jestem mile widziana. Uznałabym, że mam paranoje ale nie tylko ja odnoszę takie wrażenie. Może dla kogoś to śmieszne ale mnie to boli. Bo dlaczego ja nie mogę mieć znajomych? Czy one chcą mnie wykończyć? Czasem się tak czuje, jakby za wszelką cenę chciały mnie zniszczyć, i nie powiem nawet im to wychodzi. Ale staram się być silna bo mam dla kogo. ale czasem opadam z sił i wtedy mam mysli których nie powinnam mieć...
  • awatar Gość: Wyczuwam ogromny ból dupy... Zamiast przejmować się wytworem swojej wyobraźni, zacznij doceniać to co masz, bo za chwile możesz to stracić. Podpinam się do komentarza na dole i pozdrawiam ;)
  • awatar Gość: Po co się nad sobą rozczulać? Lepiej wziąć się w garść i cieszyć się tym, co się ma, bo prawdziwe problemy mogą nadejść :))) Miłego wieczoru
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (2) ›
 

 
Kiedyś uważałam, że mam osobę której mogę powiedzieć wszystko. Bardzo długo skrywałam w sobie tajemnice, która powoli zaczęła mnie męczyć chciałam z kimś o tym porozmawiać i nagle... poczułam, że mogę, pamiętam, że powiedziałam to szeptem na jednym wdechu. Poczułam ulgę. I zrozumiałam, że w naszej przyjaźni zadziało się coś magicznego, poczułam , że mogę powiedzieć jej wszystko. Dalej wszystko potoczyło się łatwo, powiedziałam jej wszystko nawet to czego nie powinnam. Teraz bardzo tego żałuje... Każdego dnia zastanawiam się, ile osób zna moje tajemnice, ile osób wie o mojej rodzinnie za dużo. Nalezę do osób które potrzebują nieć osobę której będą mogły się wygadać. Powoli kolejne rzeczy niszczą mnie od środka... Ale za każdym razem kiedy chce to komuś powiedzieć paraliżuje mnie strach. Boję się, boję się, że po praz kolejny ktoś mnie zrani...